Stado os w Orlim Gnieździe, czyli IV zlot VCP na Śląsku

Na zlocie byłam notorycznie molestowana w temacie bloga, więc jako osoba mało asertywna postanowiłam wrócić do blogowania. Milczałam przez rok, więc szykujcie się na dużo tekstu. Tak więc kawka, wygodne krzesło, ci mniej cierpliwi może jeszcze papierosek i melisa na wszelki wypadek – i zapraszam do mojej relacji ze zlotu Vespa Club Polska na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej!

Rok temu odbył się trzeci już zlot Vespa Club Polska na Śląsku, w którym nie mogłam niestety uczestniczyć ze względu na dziewiąty miesiąc ciąży. Zdradzę Wam jednak w tajemnicy, że do ostatniego dnia myślałam o tym, aby podjechać do zlotowiczów chociaż na godzinkę – przywitać się, pooglądać vespy, napełnić szczęściem serducho. Gorąco wierzyłam mojemu lekarzowi, który zapewniał mnie jeszcze kilka dni przed zlotem, że ja to jeszcze długo nie urodzę – mimo, że termin porodu wypadał za tydzień. Na szczęście ta nieodpowiedzialna, powiedzmy że ciążowa zachcianka, została przeze mnie ostatecznie porzucona. I całe szczęście, gdyż w pierwszy dzień zlotu, 13-go maja 2016 roku, na świat przyszedł mój syn.  Swoją drogą, prawdopodobnie byłabym największą atrakcją zlotu. Zważywszy na fakt, że dwa lata temu chłopaki z Full Manetas wkręcili zlotowiczów w symulację wypadku motocyklowego, to mój nagły poród mógłby również zostać uznany za kolejny ich dowcip i nie uzyskałabym żadnej pomocy. Suma summarum, moje dziecko urodziło się spod znaku Vespy!

W tym roku niecierpliwie czekałam na wiadomość o kolejnym zlocie na Śląsku. Gdzie by się on nie miał odbyć, musiałam tam być. Już wyobrażałam sobie ten wiatr we włosach, słoneczko na twarzy i długie kilometry drogi pokonywane z nutką ekscytacji i zniecierpliwienia. Może pojadę sama, może do kogoś się podepnę – w każdym razie będą to godziny wolności i oderwania od codzienności z życia matki. Aż pewnego dnia pojawiła się oficjalna wiadomość na temat miejsca zlotu. Gang Full Manetas w tym roku postanowił zrobić mi zlot pod domem. W Morsku. 20km od domu. Psiamać.

A tak zupełnie na poważnie – wiedziałam, że uczestnicy będą zachwyceni miejscem zlotu. Szlak Orlich Gniazd jest idealnym miejscem do wycieczek na dwóch kołach. Malownicze krajobrazy są doskonałym plenerem do zdjęć, a drogi usłane zielenią i skałami wapiennymi oraz ruinami zamków pozostawiają w pamięci piękne wspomnienia – tym bardziej, kiedy na co dzień mieszka się w miejskich aglomeracjach, jak większość zlotowiczów. A i dla mnie jest to jakiś plus, gdyż nie muszę zostawiać mojego rocznego szkraba na noc bez mamy – mogę dać mu buzi na dobranoc, przytulić o poranku, a następnie wracać na zlot wiedząc, że niedługo do niego wrócę.

No i nadszedł ten dzień – osy znowu się zleciały, tym razem na Jurze. Mimo, że Okiennik Wielki widziałam tryliard razy, to dzięki zgromadzonej pod nim chmarze Vesp potrafił mnie on znowu zachwycić, jak za pierwszym razem. Mimo, że zamek Mirów mam zawsze pod nosem i mogę do niego pojechać w każdej chwili, to wycieczki na dwóch kołach w towarzystwie stada wesoło brzęczących silników nie da się porównać do żadnej innej. Dzięki zlocie na Jurze odkryłam na nowo urok tutejszych lasów i skał, oraz doceniłam to, że prawdziwe piękno natury mam codziennie w zasięgu ręki. Dziękuję, Manetasi!

Co do szczegółów na temat zlotu, odeślę Was do mojego artykułu na portalu zawiercianskie.pl, gdzie opisałam najważniejsze fakty – co, gdzie, jak kiedy i po co. Oto ów artykuł:

 W piątek 26 maja w Morsku rozpoczął się trzydniowy zlot stowarzyszenia Vespa Club Polska – oficjalnego klubu miłośników skuterów Vespa z całego kraju.

Był to czwarty na śląsku i pierwszy na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zjazd, na który przybyło około 80 skuterów Vespa. W spotkaniu uczestniczyło około 90 osób z całego kraju, między innymi z Trójmiasta, Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Lublina, Sosnowca, Bytomia, Gliwic, Siemianowic Śląskich, Częstochowy i innych miast Polski, a także siedmiu gości z Vespa Club Praha oraz jeden gość z Niemiec.

Najdłuższą drogę na Śląsk pokonało na skuterze dwóch uczestników z Trójmiasta, których trasa wyniosła 530km, a zaraz po nich na podium znaleźli się goście z Pragi, którzy musieli przejechać na miejsce 450km. Do Morska przybyło wiele różnych modeli skuterów Vespa – od tych prosto z salonu, po maszyny pochodzące jeszcze z XX wieku. Najstarszy model skutera, który uczestniczył w zjeździe, to Vespa VB1T z 1958-go rokus.

W piątek pierwsi goście zlotu uczestniczyli w ponad stukilometrowej wycieczce z przewodnikiem po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wieczorem miał miejsce grill integracyjny, w trakcie którego odbył się koncert śląskiego bluesmana Marka „Makarona” Motyki.

W sobotę rano rozpoczął się rajd turystyczno-sprawnościowy, jego trasa wiodła od Morska, poprzez Włodowice, Kotowice, Mirów, Niegową, Ogorzelnik, Bobolice i Rzędkowice, aż do Podlesic – uczestnicy podczas rajdu pokonali łącznie około 43 kilometry. W wybranych miejscach na drodze umieszczone zostały punkty kontrolne, gdzie sprawdzana była spostrzegawczość, celność, zręczność i siła kierowców skuterów. Po wykonaniu wszystkich zadań zsumowana została liczba punktów zdobytych przez każdego z uczestników, a na ich podstawie wyłonieni zostali zwycięzcy.

Rajd zakończył się w Podlesicach. Kolejny zlot miłośników skuterów Vespa odbędzie się w dniach 28-30 lipca 2017 roku, tym razem w czeskiej Pradze.

A jeśli chodzi o jeszcze kilka słów od serca, to myślę, że blog jest odpowiednim dla nich miejscem. Niech więc czytają najwytrwalsi, którzy lubią przynudzanie i sentymentalne brednie, resztę odsyłam niżej do galerii.

Kiedy udaliśmy się wraz z innymi uczestnikami zlotu pod Okiennik Wielki na pamiątkowe zdjęcie i kilkadziesiąt skuterów skupionych było w jednym miejscu, usłyszałam za sobą głos jednego z motocyklistów: „Muszę zrobić mamie zdjęcie, bo ona myśli, że tylko ja jestem nienormalny. Niech widzi, że jest nas więcej”. Kiedy zastanowiłam się nad tymi słowami, to kurcze, jakie one są prawdziwe! Ilu z uczestników zlotu, kiedy oznajmiło swoim rodzinom, że zamierza przejechać kilkaset kilometrów na skuterze, aby spotkać się z innymi właścicielami skuterów, usłyszało coś w stylu „jesteś jakiś chory”, bądź też zobaczyło na twarzy rozmówcy grzecznościowy uśmiech, który kryje za sobą litościwe „biedny, powinien się leczyć”. No bo gdyby spojrzeć na to z perspektywy osób trzecich – to po co my się właściwie spotykamy? 80 skuterów Vespa. Każdy tej samej firmy, różnią się jedynie modelem, rocznikiem, silnikiem, kolorem, ewentualnie pojemnością. Okej, jedziesz na zlot, zobaczyłeś je – no i co? Coś się w Twoim życiu zmieniło? Czy widok kilkudziesięciu tych samych skuterów jest aż tak fascynujący?

Ale my, ludzie pasji, wiemy, że te skutery różni coś więcej niż kolor czy silnik. My wiemy, że za każdą z tych maszyn stoi inny człowiek, co sprawia, że każdy ma inną, niepowtarzalną duszę. Mój skuter, skuter blond dziewuszki wiecznie bujającej w obłokach, na co dzień malującej zwierzątka na buźkach dzieciaczków i piszącej różowo-błękitnego bloga, jest odzwierciedleniem mojej zakręconej i rozmarzonej natury. Jest w przesłodzonym, miętowym kolorze, ma eleganckie, chromowane dodatki i ani grama zarysowań czy naklejek – mucha nie siada, kurz też nie, bo się boi. Natomiast inna vespiarka, roześmiana i tryskająca energią, jest właścicielką totalnie zakręconej czarnej Vespy pokrytej kolorowymi, wariackimi kleksami lakieru. Inaczej wygląda Vespa prezesa klubu, oklejona naklejkami upamiętniającymi odbyte zloty i zaprzyjaźnione kluby motocyklowe, dopracowana w każdym calu, wyróżniająca się od reszty na odległość przez chromowane wstawki i niebanalny design. Czarna, charakterna Vespa o tajemniczym numerze 7 (czyżby to siedem grzechów głównych?) w matowo-rockowym wydaniu jest doskonałym odzwierciedleniem klubowicza w długich włosach, nie rozstającego się na co dzień z gitarą. Fioletowo-szara Vespa z namalowanym na błotniku trójkątem, który ukazuje światło przechodzące przez pryzmat, jest chyba jasnym komunikatem dla mijających ją ludzi, że właściciel ów skutera raczej nie słucha Tomasza Niecika. Skutery są obiciem naszych charakterów, marzeń, upodobań. Można by śmiało rzec „pokaż mi swoją Vespę, a powiem Ci, kim jesteś”. Każda z nich jest niepowtarzalna, oryginalna, jedyna w swoim rodzaju. Jest spełnieniem marzeń swojego właściciela.

I właśnie ta burza charakterów po raz czwarty spotkała się na Śląsku.  Kolejny raz Vespa złączyła kilkadziesiąt ludzi z całej Polski, dała im okazję do przeczytania  charakteru Vespiarza z jego maszyny niczym z otwartej księgi. Tu nikt nie spojrzał z politowaniem na człowieka, który przejechał na Vespie 300km na zlot – tu z uznaniem podano tej osobie rękę. Tu nikt nie podawał namiarów na znajomego psychiatrę kiedy zlotowicz miał na sobie koszulkę, plecak i jeszcze do tego kominiarkę z Vespą – tu mówiło się tej osobie „o, mam tą samą!”. I odpowiadając na poprzednio zadane pytanie – czy coś się w naszym życiu zmieniło kiedy zobaczyliśmy te kilkadziesiąt, rzekomo takich samych maszyn? Nie, nie zmieniło się kompletnie nic. Nadal kochamy swoją pasję, nadal jeździmy na dwóch kołach, nadal kochamy wszystkie Vespy (mimo, że właściciele manuali już przez kolejny zlot knuli plan jak spalić w nocy na stosie wszystkie automaty), mamy jednak głowę pełniejszą o nowe inspiracje, zdobytą wiedzę i doświadczenia, a przede wszystkim o piękne wspomnienia. Swoją drogą, współczuję ludziom, którzy nie mają w życiu czegoś, co przyprawia ich o przyśpieszone tętno i rozszerzone źrenice. Takie życie musi być bardzo szare i smutne.

Fajnie było znowu to wszystko przeżyć. Drugi raz w życiu pojechałam na zlot i drugi raz czułam się jak u siebie (ups, przecież poniekąd u siebie byłam – ale wiecie o co mi chodzi!). Z niecierpliwością czekam na kolejny zlot, na który będę w stanie przybyć. A nuż widelec tym razem z moim małym, przyszłym Vespiarzem? W końcu pasję trzeba wszczepiać za młodu!

Oczywiście żartuję – mój syn będzie miał zakaz wsiadania na dwa koła. Przynajmniej do 8-nastki. A wtedy i tak co najwyżej pozwolę mu na 50-tkę.

Zacznę się tym martwić, jak usłyszę pierwsze „mamo, kup mi Vespę”.

Ps: Uczestnicy zlotu wjechali mi na ambicję w sprawie bloga i będę chyba starała się go kontynuować. Nie jest u mnie już aż tak źle z wolnym, aby w międzyczasie nie napisać tu parę słów. Boję się to mówić głośno, gdyż już raz obiecywałam powrót i znowu zamilkłam, ale może zmotywuje mnie to do dotrzymania obietnicy. Poza tym jest to ostatnia linijka dwumetrowego wpisu, więc może mało kto do tego miejsca dotrze ;-) A więc, już tak na serio – Vespiarze, nie zapominajcie o mnie!

 

 

 

 

 

 

 

The following two tabs change content below.
Studentka dziennikarstwa ekonomicznego, pasjonatka włoskich skuterów, bawiąca się niektórymi dziedzinami sztuki.

Ostatnie wpisy sembra una vespa (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>