Ciążowe zachcianki vespowej fanki

Szok i niedowierzanie – Sembra Una Vespa żyje!?

Ano żyje, i ma się całkiem dobrze. Ba, co więcej – rozdwoiła się! ;-) Pewnego pięknego, majowego dnia, dokładnie w piątek 13go, przyszedł na świat mój synek Aleksander. Jest to właśnie powód, dla którego rozstałam się z blogowaniem. Uznałam, że nie będę miała już na to czasu, a co dopiero na jazdę vespą. Chciałam czmychnąć stąd niezauważona, pozostając jedynie na fanpage’u w celu informowania Was o vespowych nowościach na rynku. Dlaczego wróciłam?

W czwartek tydzień temu, po 3 tygodniach od porodu, wreszcie byłam w stanie wsiąść na skuter. Co prawda celem podróży była tylko wizyta kontrolna u lekarza, jednak zawsze jest to pretekst, aby znowu poczuć wiatr we włosach ;-) Niestety, pierwsza moja przejażdżka zakończyła się 30-minutowym staniem w korku. Mogłabym oczywiście czmychnąć niespostrzeżenie między samochodami, jednak uznałam, że zbyt długo nie jeździłam na dwóch kołach aby już się bawić w takie wariacje, a także kałuże na ulicach nie zachęcają do tego typu wybryków (zaczynam myśleć jak typowa matka, masakra!). Stoję więc grzecznie w korku przed granatowym oplem astrą o będzińskiej rejestracji, kiedy nagle moją uwagę zwrócił tajemniczy błysk w lusterku kierowcy stojącego przede mną pojazdu. Kiedy spojrzałam w tamtą stronę, zobaczyłam jedynie w lusterku speszonego kierowcę, który pośpiesznie chował telefon komórkowy i zaczął udawać, że samochód stojący przed nim jest bardzo, bardzo interesujący. Powinnam podjechać do ów pana i poprosić go o skasowanie zdjęcia, które zrobił bez mojej zgody, jednak uznałam, że pan ten jest już wystarczająco zawstydzony, a lampa błyskowa, która odbiła się od luterka jego fury, prawdopodobnie i tak pokrzyżowała mu plany wykonania hipertajniackiego zdjęcia. Czekałam więc jedynie na złapanie z tym jakże pomysłowym panem kontaktu wzrokowego, co po jego „wpadce” było niezwykle trudne. Kiedy już mi się udało natknąć na oczy kierowcy, pokiwałam mu jedynie wygrażająco palcem.

Powinnam być oburzona i zażenowana faktem, że ten pan zrobił mi zdjęcie, jednak stało się kompletnie na odwrót – w głębi duszy uśmiechnęłam się. Przypomniałam sobie jakie to uczucie gdy inni uczestnicy ruchu uśmiechają się do Ciebie przyjaźnie, jaką magię posiada w sobie Vespa. Oczywiście przez cały czas o tym pamiętałam, jednak przypomniałam sobie po co zaczęłam prowadzić bloga, dlaczego zaczęłam zarażać swoją miłością czytelników. Postanowiłam więc, że od czasu do czasu wpadnie tu jeszcze jakiś nowy wpis – nie będzie to tak często, jak kiedyś, gdyż przy małym bąblu jest to niemożliwe (sam ten wpis powstawał tydzień, bynajmniej nie z braku weny, a z braku czasu), ale raz w miesiącu możecie się spodziewać tu czegoś nowego.

Swój powrót do blogowania rozpocznę od przedstawienia Wam kilku nowych gadżetów, które nabyłam w ciągu ostatnich miesięcy. Mogłabym ich pojawienie się w mojej vespowej kolekcji nazwać „ciążowymi zachciankami”, jednak prawdopodobnie nikt tej bajeczki nie łyknie – ciąża czy nie ciąża, i tak bym je nabyła i tak ;-)

Rozpoczynam od pięknej vespowej koszuli, wobec której nie mogłam przejść obojętnie. Jest to propozycja od firmy Promod i kosztuje 120zł. Pojawiła się ona w sklepach kilka miesięcy temu i równie szybko z nich zniknęła. Przez długi czas wahałam się, czy ją kupić, czy może czekać na przecenę, gdyż jej cena wręcz odstrasza. Odwiedziłam 3 galerie, w których oznajmiono mi, że bluzki te zostały wyprzedane w kilka dni, dlatego uznałam, że nie mam na co czekać – zwłaszcza, że na stronie internetowej również zostały tylko największe rozmiary. Zarezerwowałam więc koszulę na stronie internetowej – w jednej jedynej galerii w obrębie 40km od mojego miejsca zamieszkania pozostała jedna jedyna sztuka, akurat w rozmiarze 38. W ten oto sposób, bez przymiarki, w 8. miesiącu ciąży, na ryzyk-fizyk, kupiłam wymarzoną koszulę. Po porodzie przymierzałam ją ze wstrzymanym oddechem, okazało się jednak, że wróciłam do swojego poprzedniego rozmiaru, także mogłam odetchnąć z ulgą. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na okazję, aby ją założyć! ;-)

Jeśli jesteście zainteresowani koszulą w vespy, to zanim wybierzecie się na wycieczkę do galerii, sprawdźcie jej dostępność na stronie internetowej – ja musiałam przejechać się 3 razy na darmo, aby wpaść na ten genialny pomysł. Link do sklepu online, w którym możecie zarezerwować koszulę w konkretnym sklepie, a także zamówić koszulę online: http://www.promod.pl/kobiety/koszule-i-tuniki/koszule/koszula-we-wzory-bialy-nadruk-R4260160520.html

 

Kolejnymi vespowymi nowościami w mojej szafie, chociaż tak naprawdę nie do końca w mojej, są vespowe ubranka dla mojego Olka. Okazało się, że o wiele lepiej wychodzi mi wyszukiwanie vespowych ubrań dla siebie, niż dla synka. Po długich poszukiwaniach udało mi się jednak wyszperać dwie rzeczy. Pierwsza z nich to śpioszki z firmy H&M, za które zapłaciłam 20-25zł (nie pamiętam dokładnie). Są one czerwone w bordowe paski, a na brzuszku mają pieska jadącego na skuterze. Według producenta Oluś założy je mając 7 miesięcy.

 

Drugie ubranko to bluzeczka z firmy Reserved Kids, którą kupiłam zupełnie przypadkowo. Rzuciła mi się ona w oczy za szybą sklepu, chociaż nie byłam do końca pewna, czy widzę skuter – ubranka dla dzieci są przecież takie malutkie, a co dopiero nadruki na nich. Wchodząc do sklepu i oglądając obiekt zainteresowania ucieszyłam się podwójnie – nie dość, że była to vespa, to jeszcze w promocji za 9,90zł! To była szybka akcja – cyk! I do kasy ;-) Z rozmiarówki obejmującej zakres od kilku do kilkunastu miesięcy, ja wybrałam wersję na rocznego szkraba.

 

Niestety, mimo licznych poszukiwań nie udaje mi się znaleźć więcej vespowych ubranek dla dzieci. Jeśli ktoś z Was ma bardziej bystre oko niż ja, bardzo proszę o namiary!

 

To tyle jeśli chodzi o moje vespowe zakupy. Resztę rzeczy, które tu umieszczę, podarowali mi rodzice mojego narzeczonego. Okazuje się, że mają oni większego nosa do rzeczy z vespą niż ja!

Zacznę od mojego faworyta. Oto mój piękny, miętowy zegarek z motywem vespy. Nie mam pojęcia gdzie został kupiony, wiem tylko tyle, że za granicą. Zegarek miał czarny pasek, jednak narzeczony wymienił mi na miętowy, który pasuje do vespy na tarczy.. no i do mojej osobistej vespy ;-)

 

Skoro jesteśmy już przy nadgarstku, następną rzeczą jest ten oto… gadżet? Bransoletka? Nieważne, w każdym razie z motywem skuterowym i w mojej ulubionej, miętowej kolorystyce. Nie dość, że wygląda super, to jego konstrukcja na „blaszce” sprawia, że w chwilach nudy podświadomie się nią bawisz. Bingo!

 

Nadal pozostajemy w temacie biżuterii. Kolejny prezent to mała, posrebrzana zawieszka. Skuterek jest przeuroczy!

 

Z garderoby przechodzimy do wystroju pokoju. Ten skuter to dość duża, metalowa figurka. Podbiła ona nie tylko moje serce – nikt nie przechodzi obok niej obojętnie. Jest świetna i pięknie się prezentuje na półce. Dopóki mój synek nie potrafi chodzić może ona spokojnie tam przebywać, potem jednak musi zmienić swą lokalizację – jak pewnie się domyślacie, jest niebywale ciężka.

 

I na koniec dwa drewniane modele Vespy. Niby takie same, a jednak inne. Wykonane są one w innej kolorystyce, jednak razem wyglądają świetnie, zwłaszcza w moim przepełnionym vespą pokoju.

 

To wszystkie vespowe „zachcianki”, które nabyłam w ciągu tych długich 9 miesięcy. Zabieram się za szukanie vespowych zabawek i ubrań… no i już niedługo za wszczepianie miłości do Vespy w nowe pokolenie ;-) Do usłyszenia!

The following two tabs change content below.
Studentka dziennikarstwa ekonomicznego, pasjonatka włoskich skuterów, bawiąca się niektórymi dziedzinami sztuki.

Ostatnie wpisy sembra una vespa (zobacz wszystkie)

Jedno przemyślenie na temat “Ciążowe zachcianki vespowej fanki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>