II zlot Moplików na Śląsku

Długo zastanawiałam się co mogłabym napisać o zlocie Vespy w Niewieszu, który odbył się w miniony weekend. Nie wiem jak ująć te 3 fantastyczne dni w słowa tak, aby faktycznie oddać wszystkie pozytywne emocje, które mi towarzyszyły, ale też przedstawić to w ten sposób, aby nie zdradzić Wam zbyt wiele. Postaram się więc chociaż w jakimś małym procencie odzwierciedlić radość mojego pierwszego vespowego zlotu.

 

Siedzę pod Tesco na vespie i czekam na mojego towarzysza z Warszawy, z którym mam wyruszyć w drogę do Niewiesza. Przechodzi koło mnie para staruszków trzymających się za ręce. Nagle babcia zerka na mój skuter, następnie szturcha męża w ramię i mówi: „Patrz, pamiętasz? Takiego koloru osę miałam w sześćdziesiątym(którymś)”. Mimowolnie się uśmiecham. Pomyślałam sobie wtedy, że jako starsza już osoba tak samo będę miała co wspominać. Że na pytanie moich wnuczków pod tytułem „co lubiłaś robić w młodości, babciu?” nie wpadnę w zakłopotanie mając w głowie jedynie ogłuszające „umc umc” dobiegające z dudniących dyskotek i obrazy spoconych, nieprzytomnych od nadmiaru alkoholu ciał, pośród których ja, zgodnie z obowiązującą w tych czasach zasadą życia „YOLO”, nadużywam praw młodości. Lub też w drugą stronę – zbywam moje pociechy odpowiedzią w stylu „to co wszyscy w moim wieku, nic ciekawego”, nie mogąc sobie przypomnieć nic, co oprócz gapienia się przez pół dnia w laptopa a drugą połowę w ekran smartfona sprawiałoby mi radość. A ja? Ja będę opowiadać moim wnukom o tym, jak jeździłam na zloty z motocyklistami w śniegu, jak przemierzałam kilometry, aby poznać Vespiarzy z całej Polski, jak serce zaczynało (i pewnie nadal zaczyna) mi szybciej bić na widok każdej rzeczy z motywem vespy. Będę opowiadała o swojej pasji, o moim życiu w ciągłej drodze, będę tęskniła za tymi czasami (a może one nigdy się nie skończą?). No i przede wszystkim będę ich ostrzegała, aby jeździli na vespie (bo będą jeździły, innej opcji nie ma, takie geny) w kaskach z szybką, inaczej będą miały problemy z oczami tak jak ich babcia.

To uczucie zrozumie tylko ten, kto ma bzika na jakimś punkcie. Ten, kto żyje pasją, kto poświęcił jej swoje życie i nie odłoży nagle na bok jak starą zabawkę. Ta zabawka nigdy się nie starzeje, nie brudzi, nie niszczy z czasem. Ona dojrzewa razem z nami, a my ją pielęgnujemy, rozwijamy, kolekcjonujemy.

A teraz spróbuj sobie wyobrazić, że spotykasz około 70 osób takich samych jak Ty. Kilkadziesiąt fanatyków, z którymi możesz godzinami rozmawiać o swojej pasji, i nikt nie zarzuci Ci, że jesteś monotematyczny. Dodatkowo, oprócz dzielenia się hobbistycznymi wrażeniami, spędzasz z nimi bardzo miło czas na rozmowie, wspólnej jeździe, grillowaniu czy integracji przy oranżadzie ;-) Zawiązujesz mnóstwo przydatnych i interesujących znajomości, których z całą pewnością nigdy nie przerwiesz, a na pewno będziesz stale pogłębiać. Uświadamiasz sobie, że takich zapaleńców jest na świecie o wiele więcej niż Ty jeden. Co tu dużo mówić – po prostu świetnie się z nimi bawisz, a po trzech dniach masz wrażenie, jakbyś znał ich sto lat.

Na wspólne błądzenie w stronę Niewiesza umówiłam się z Tomaszem już jakieś dwa tygodnie wcześniej. Pech chciał, że ktoś u góry nie zauważył cudzysłowu w wyrazie  „błądzenie”, dlatego też nasze nawigacje czasem nie chciały z nami współpracować. Jednak, poza jedną klapniętą nawigacją oraz spotkaniu się dwa razy na tym samym rondzie, podróż minęła sprawnie i szybko.

Szczerze mówiąc, bardzo obawiałam się przyjęcia mnie na moim pierwszym vespowym zlocie. Byłam tam świeżakiem wśród osób, które w większości znają się już od lat, w dodatku ze skuterem w automacie, który był zdecydowaną mniejszością wśród manualnych klasyków, a przede wszystkim nie tylko moja vespa miała w dowodzie zapisaną jedną z najpóźniejszych dat – nie licząc dwumiesięcznego niemowlęcia,  należałam do młodszych uczestników zlotu. Oczywiście moje obawy okazały się być kompletnie niepotrzebne, gdyż nie spotkałam się z żadną niemiłą reakcją, a niektórzy przyjęli mnie wręcz jak rodzinę – i to dosłownie! ;-)

Miłośnicy Vespy z całej Polski zebrali się na śląsku po to, aby integrować się z osobami o tych samych zainteresowaniach. Wśród uczestników zlotu znaleźli się członkowie lokalnych klubów miłośników Vespy, między innymi Sailor Vespa Gang, Łódź Vespa Raiders, Vespowanie w Krakowie, grupa vespiarzy z Warszawy znana z cotygodniowych, środowych spotkań pod pomnikiem Kopernika, a także zagraniczni goście z Vespa Club Praga. Większość uczestników zlotu przyjechało na niego na skuterach – najodważniejsza członkini przemierzyła trasę z Warszawy do Niewiesza na Vespie o pojemności skokowej 50cm3! Organizatorami zlotu była grupa Full Manetas – vespiarze ze śląska, którzy zapewnili uczestnikom moc atrakcji i konkursów. Czasem wręcz przechodzili samych siebie jeśli chodzi o te „atrakcje”. Żeby promować zdrowy tryb życia, w sobotę z samego rana przeprowadzona została poranna gimnastyka w specjalnych, przewiewnych strojach, które nie utrudniają wykonywanie ćwiczeń. Pełen profesjonalizm.

58 Vesp z całej Polski można było zobaczyć w sobotę pod Radiostacją w Gliwicach, w tym 34 klasyczne oraz 24 nowsze modele.  Vespa ET, LX, PK, 125, Automatica, Sport, Special, Rally… było na czym zawiesić oko. Wszystkie skutery były wyjątkowe, począwszy od najstarszych modeli pamiętających jeszcze czasy Enrica Piaggio, skończywszy na tych najnowocześniejszych, które dopiero wyjechały z salonu. Wśród jednośladów znalazły się również włoskie skutery Lambretta. Każdy skuter był osobnym dziełem sztuki, perełką swojego właściciela, każdy można by nagrodzić w odrębnej kategorii – najładniejszy kolor, największa moc, najstarszy model, najfajniejsze naklejki… mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Gdybym była złodziejem, nie potrafiłabym się zdecydować którą Vespę ukraść. Ale ja to ja – jestem nieobiektywna, bo najchętniej jeździłabym na wszystkich.

Pech chciał, że wracając z Gliwickiej Radiostacji jedną wielką kolumną Vesp, byliśmy świadkami wypadku dwóch motocyklistów oraz rowerzysty. Ujrzeliśmy z daleka dymiący się motocykl, a zaraz obok nieprzytomnych i rannych ludzi. Oczywiście wszyscy zjechaliśmy na bok, a najtrzeźwiej myślący członkowie zlotu rzucili się z apteczkami w stronę poszkodowanych. Rozpoczęła się akcja ratownicza i istny wyścig z czasem. Pierwsze, co sobie wtedy pomyślałam, to że muszę mieć wyjątkowego pecha, że będąc na swoim pierwszym zlocie już byłam świadkiem wypadku. Obiecałam sobie wtedy, że będę jeździć bardzo wolno i ostrożnie, a pierwszym moim zakupem po powrocie ze zlotu będzie apteczka. Widok wszechobecnej krwi oraz roztrzaskanego motocykla był dla mnie wystarczającym kubłem zimnej wody.

I wtem co się dzieje? Jeden z gapiów, jeszcze 5 minut temu siejący największą panikę wśród świadków zdarzenia oznajmia nam, że zostaliśmy wkręceni i tak naprawdę ten wypadek był inscenizacją mającą sprawdzić nas, czy poradzimy sobie będąc świadkami wypadku. Byłam w ogromnym szoku, tak jak większość uczestników zlotu. Wypadek był tak realistyczny, że w życiu bym nie pomyślała, że to prowokacja. Ogromne brawa dla aktorów, którzy grali rannych, ale przede wszystkim dla uczestników zlotu, którzy bez zastanowienia nieśli pierwszą pomoc poszkodowanym. Po całej akcji vespiarze wzięli udział w prelekcji dotyczącej zachowania się podczas wypadku drogowego. To była dla nas prawdziwa lekcja pokory, po której chyba każdy z nas czuje się bardziej uświadomiony, a także potrafi wczuć się w sytuację wypadku – będąc jej (nie)realnym świadkiem.

(W tym miejscu pragnę serdecznie pozdrowić Adama. Ja się zemszczę. Miej oczy w tyłku, mój drogi!)

Zlot zakończył się w niedzielę 17 maja. Każdy z vespiarzy ruszył w swoją stronę, zabierając ze sobą bagaż podręczny oraz ten o wiele większy – bagaż wspomnień. Wróciłam bogatsza o nowe doświadczenie, a także o moc gadżetów od gangu Full Manetas i sponsorów zlotu. Dostałam także od klubu przepiękny zegar z vespą, którego zdjęcie umieściłam poniżej. Niestety, nie udało mi się wygrać głównej nagrody od anonimowego sponsora, jaką była pralka marki BEK0, czego bardzo żałuję. Przez to nadal muszę prać w mojej starej, wcale-nie-nowoczesnej pralce. No niestety, nie można mieć wszystkiego.

Jeśli w niedzielę mijałeś gdzieś na ulicy Vespę, a w dodatku motocyklista jadący na niej był błogo zamyślony lub uśmiechnięty od ucha do ucha, to możesz być niemal pewien, że wracał on właśnie ze zlotu w Niewieszu. Czlonkowie Vespa Club Polska jeszcze przez długi czas będą miło wspominać to spotkanie, a także myśleć o organizacji kolejnego. Nic przecież tak nie łączy ludzi jak wspólna pasja.

Przez kilka dni nie mogłam napisać notki, gdyż nie miałam zdjęć – teraz, kiedy wszyscy zaczynają się ujawniać ze swoimi pstryknięciami, mam ich wręcz za dużo. Ograniczę się więc do kilkunastu zdjęć z udziałem mnie lub mojej Miętki. Oprócz tego zapraszam Was do obejrzenia krótkiego filmu z Radiostacji Gliwickiej. Życzę miłego oglądania i do zobaczenia! :)

 

P.S: Naprawdę doczytałeś to do końca?

 

LINK DO FILMIKU

W tle nasze urocze domki. Tak sobie mieszkaliśmy :)

 

No to ruszamy w drogę!

 

Przed Radiostacją. Zakaz wjazdu? No to wprowadzamy Vespy!

 

Jak zwykle słońce drażni w oczy!

 

„Ustawka” pod radiostacją ;-)) Znajdź Miętkę!

 

Pamiątkowe zdjęcie pod Radiostacją :) 58 Vesp!

 

Jestem Marta i słynę z wiecznego siedzenia na Miętce. Dowód powyżej.

 

Moje nowe ulubione zdjęcie! Niebo jeździ sobie po ziemi :) Coś czuję że wyląduje w ramce:)

 

Jedziemyyy :)

 

Moja mina może Wam podpowiedzieć co przedstawia zdjęcie. Tak, dokładnie – inscenizacja wypadku!

 

I po inscenizacji. Rozmowa na temat wypadków drogowych z prowodyrami wydarzenia.

 

Odebranie nagrody. Alojz mój mistrz zdjęcia!

 

Spośród miliona nowych naklejek i innych prezentów, ten cieszy mnie najbardziej. Zegar jest przepiękny i czeka na swojego nowego gwoździa na ścianie :) Jeszcze raz baaaaardzo, bardzo dziękuję!

The following two tabs change content below.
Studentka dziennikarstwa ekonomicznego, pasjonatka włoskich skuterów, bawiąca się niektórymi dziedzinami sztuki.

Ostatnie wpisy sembra una vespa (zobacz wszystkie)

4 przemyślenia na temat “II zlot Moplików na Śląsku

  1. Szczerze, nie wytrwałam :/ Fajnie piszesz ale coś, jakby… coraz mniej dla siebie a więcej aby po prostu coś napisać. Nie mniej, zlotu zazdroszczę, fotki fajne i przygoda na pewno też na całe życie (pierwsza z wielu, mam nadzieję). Vespy nie zazdroszczę, bo mam równie ładną, po prostu rzeczywistość czasami każe pracować a nie bawić się. Zazdroszczę za to bagażnika ;D Marta pisz, bo fajnie się Ciebie czyta ale nie leć w fejsbuka i pisanie, „bo musisz”. Pozdrawiam (i bez urazy) :)

  2. Jeszcze jedno. Nie słucham RMFu ani Zetki (bo nie lubię). Nie mam nawet telewizora (bo nie lubię). Co chcę znajdę w internecie, (moją kochaną Trójkę też tam odbieram). Może jestem dzikusem i dlatego nie lubię komercji. Ale mam wielu inteligentnych znajomych, którzy jak Ty, mają pasje, będące całym ich życiem (ja niestety mam problem z przeżyciem od pierwszego do pierwszego). Pytanie Marto, czy chcesz być sławna czy chcesz być fajna, a może „sławna i fajna”…?

    • Droga Justyno,
      dziękuję za wiadomość.
      Przykro mi, że uznałaś, że ta notka byłą pisana dla kogoś, a nie dla mnie. To znaczy, że jednak nie udało mi się przekazać wszystkich pozytywnych emocji, które pojawiły się we mnie na zlocie. Nie napisałam tego dla nikogo – to byłą po prostu czysta chęć podzielenia się radością. Wpis nie miał za zadanie sprawić, aby ktokolwiek mi zazdrościł, ale tak jak wszystko na moim blogu, zachęcić do kupna Vespy i przyłączenia się do klubu Vespa Club Polska – Ciebie też gorąco do tego zachęcam, jeśli jeszcze nie jesteś członkiem. Dla takich zlotów warto po prostu nim zostać.
      Facebooka założyłam po to, aby poszerzyć grono odbiorców. Nie wiąże się to z chęcią zdobycia sławy, ale czytelników – wiadomo, po to się przecież pisze bloga. Kolega przez długi czas namawiał mnie, abym założyła fanpage’a, jednak ja długo się wachałam. Dlaczego? Bałam się, że ktoś pomyśli, że uderzyła mi sodówa. Jesteś świetnym przykładem tego, że miałam rację. A ja po prostu chciałam, żeby czytał mnie ktoś więcej, niż moi znajomi na facebooku, choć większość z nich miała już dość wiecznego wklejania przeze mnie linków do bloga.
      A jeśli chodzi o występ w radiu – no cóż, zostałam do niego zaproszona, i po prostu nie odmówiłam. Myślę, że to była kolejna super okazja, aby zyskać nowych czytelników. I jeszcze raz podkreślam, nie promowałam wtedy siebie, tylko Vespę i bloga. Mało co promuję na tej stronie siebie. Gdybym chciała się rozsłąwić, założyłabym bloga o kompletnie czymś innym, jak rysowanie czy pisanie. Nie uważam, że dzielenie się z Wami moją pasją ma sprawić, ze będę sławna i fajna. Czy fajna jestem – nie mnie oceniać. Sławną nigdy nie będę, bo nie o to chodzi. Po prostu korzystam z okazji i czerpię z życia jak najwięcej, aby potem mieć co na starość wspominać. Tyczy się to zarówno zlotu, jak i występu w radiu.
      Pozdrawiam serdecznie! :)

      • A ja sobie kiedyś wystąpiłem jako tło w serialu (jednym odcinku), i co? Za cały dzień zdjęciowy dostałem 40 złotych i ledwo się odnalazłem na ekranie. Dało mi to jednak ciekawe doświadczenie, o tym, jak to działa od środka.
        I tego nikt mi nie odbierze ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>